top-menu

Trudny początek

Pierwsze dni w szpitalu były bardzo trudne. Musieliśmy przyzwyczaić się do nowej sytuacji, choć nie wiem, czy akurat do takiej można kiedykolwiek się przyzwyczaić? Nie wiem co pisać, jak pisać… Przerażają nas te rurki wystające z główki… Musimy bardzo uważać jak bierzemy synka na ręce, żeby czasem nie pociągnąć i nie wyjąć drenu z główki.

Apetyt mu dopisuje, zjada wszystko bardzo ładnie, nawet w większych ilościach niż w domu. Lekarze mówią, że płyn nie jest taki zły, że robi się klarowany i jaśniejszy (jest jeszcze koloru lekko żołtego – a powinien być czyściutki, przeźroczysty jak woda). Dostaje antybiotyki na bakterię, która jest w płynie. Czekamy teraz na kolejne badanie płynu, aby zobaczyć czy leki działają i czy cytoza obniża się.

Filipka bardzo interesuje czapeczka którą ma na główce i cały czas kombinuje jakby ją zdjąć. Zakładamy Mu skarpetki wypchane gazikami na rączki aby udaremnić Jego działanie! Nie potrzebne nam są dodatkowe komplikacje…

Napiszemy coś więcej za parę dni. Nie mamy sił ani (będę szczera) wracać do tego co się dzieje. Życie nam się wali przez to ciągłe siedzenie w szpitalu. A każde usłyszane „będzie dobrze” zaczyna nas tak irytować i wquwiać, że szkoda gadać… co z tego że „będzie” jak nie jest?

Nic to … będziemy się starać na bieżąco pisać co u Filipinka.

No comments yet.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.