top-menu

Narodziny Filusia

W nocy z 10 na 11 kwietnia odeszły wody…. Byliśmy trochę zaniepokojeni bo to był dopiero 35 tydzień ciąży, ale pomyśleliśmy, że skoro na ostatniej wizycie u lekarza prowadzącego ciążę (7 kwietnia) było wszystko w porządku z Maleństwem, więc zaczęliśmy cieszyć się, że już za chwilę będziemy mogli przytulić naszego kolejnego szkraba. Pojechaliśmy do szpitala – tam po wypisaniu wszystkich formularzy zostałam przyjęta na oddział położniczy, gdzie podpięto KTG i kazano czekać do rana na dalszy rozwój sytuacji… Rano zabrali mnie na USG, gdzie okazało się, że z Maleństwem coś się dzieje !!! Okazało się, że nasz synek waży tylko 2 500 g (na wizycie trzy dni wcześniej było 3 300) a Jego główka jest większa niż być powinna….. Nie wiedzieliśmy co mamy myśleć, co robić, baliśmy się o synka… nie wierzyliśmy, że coś może być nie tak – przecież trzy dni wcześniej było dobrze, może lekarz robiący USG w szpitalu się pomylił…..

Filipek przyszedł na świat w nocy z 11 na 12 kwietnia minutę po północy za pomocą cesarskiego cięcia. Tuż po porodzie u Filipka biło serduszko, ale nie oddychał, był siny, nie ruszał się… Nie dane mam było usłyszeć płaczu mojego Maluszka w zamian podając szybko środki nasenne.

Filipka mogłam dopiero zobaczyć na drugi dzień w południe. Serce się ściskało gdy widziałam moją malutką Kruszynkę leżącą bezwładnie w inkubatorze, podpiętą pod respirator… Z łzami w oczach przyjęliśmy diagnozę postawioną przez neonatologów: zamartwica ciężka, niedokrwistość, wodogłowie wrodzone, zaburzenia oddychania pochodzenia centralnego…

Przez kolejne dni przeprowadzono szereg badań, konsultacji z neurologiem, neurochirurgiem, pulmonologiem i kardiologiem…

pierwsze zdjęcie filipka

No comments yet.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.